Poprzednia wersja strony Plock.eu

Za nami XXVI Płock Orlen Polish Open

W czerwcowy „długi weekend” w Płocku walczyli tenisiści na wózkach w XXVI Płock Orlen Polish Open. Bardzo dobrze w turnieju zaprezentowali się płocczanie.

W finale singla rywalizowali Kamil Fabisiak i Guy Sasson. Lepszy okazał się płocczanin. Tego meczu można było nie oglądać. Wystarczyło posłuchać, aby – nie czekając na sędziego – dowiedzieć się, który zawodnik zdobył punkt i dlaczego właśnie on. Kamil Fabisiak i Guy Sasson zgodnie zadbali o informację dla widzów, chociaż każdy w inny sposób.
Ponieważ w tenisie na wózkach coaching nie jest dozwolony, Fabisiak pouczał się sam. Niezbyt głośno, aby i rywal nie skorzystał z lekcji, tłumaczył sobie, kiedy powinien zagrać po krosie, a kiedy po linii, kiedy uderzyć mocno, a kiedy ująć trochę siły i postawić na dokładność. Okazał się zarówno dobrym nauczycielem, jak i pojętnym uczniem. Przegrał pierwszego seta, w trzecim przegrywał 1:4 i bronił piłki na 1:5, a jednak już do końca meczu sędzia powtarzał w kółko: „Gem Fabisiak”.
Sasson niczego nie ukrywał ani przed przeciwnikiem, ani przed publicznością. Zwykle wystarczały mu okrzyki krótkie, jednosylabowe, a jednak pełne treści. Dopiero po meczu i złożeniu gratulacji zwycięzcy skomentował całym zdaniem, że przecież w każdym gemie miał szanse, aby skorygować wynik na swoją korzyść, ale zbyt wielu nie wykorzystał.

W finale  debla rywalizowały pary:  Geoffrey Jasiak i Guy Sasson z Tadeuszem Kruszelnickim i Steffenem Sommerfeldem.

Geoffrey Jasiak i Guy Sasson do tej pory znali się tylko z widzenia. Jeżdżą z turnieju na turniej, ale nie zawsze na ten sam. W Płocku ich drogi najpierw się zeszły, gdy wpadli na pomysł, aby razem zagrać debla. Te drogi na chwilę się skrzyżowały, bo obaj tenisiści znaleźli się w tej samej części drabinki singla i zgodnie zawędrowali aż do półfinału. Konflikt interesów trwał tylko przez dwa sety, po których Jasiak i Sasson znów mieli wspólny cel.
Ten cel osiągnęli, choć początek finału debla wcale tego nie zapowiadał. Tadeusz Kruszelnicki i Steffen Sommerfeld wyszli na prowadzenie 5:1, lecz nie potrafili zdobyć brakującego gema. Jasiak i Sasson odrabiali straty krok po kroku i w końcu nie tylko dogonili rywali, lecz jeszcze wyprzedzili, a potem uciekli i już nie pozwolili odebrać sobie zwycięstwa w pierwszym wspólnym turnieju.

K. Kozłowski, źródło: POPO

Poprzednia aktualność
«
Następna aktualność
»